Flauta w energetyce wiatrowej. Farmy przynoszą gigantyczne straty

Dom - Finanse - Flauta w energetyce wiatrowej. Farmy przynoszą gigantyczne straty

29.07.2019-279 widoki -Finanse

Farmy wiatrowe w Polsce przynoszą straty. Wyniki za 2016 r.

Dla farm wiatrowych 2016 r. skończył się wielkimi stratami. 70 proc. z tych propozycji znalazło się pod kreską. Stracili ci, którzy po nie zainwestowali oraz instytucje, które sfinansowały ich działalność. To skutek spadków wartości zielonych certyfikatów, ale odrzucić tylko. W dużym stopniu za problemy energetyki wiatrowej odpowiada rząd.

Pod koniec 2016 r. w kopalni Bogdanka na Lubelszczyźnie prezydent Andrzej Duda powiedział, że „węgiel jest naszym podstawowym surowcem. Nie zastąpi go ani jedna energia wiatrowa, inna pomysłowość, bo to się Naszym narodzie nie opłaca”.

To jedna z wielu wypowiedzi zarówno samego prezydenta, jak na przykład i członków obecnego rządu, które w jasny strategia pokazują kierunek, w którym brnie nieuchronnie polska energetyka wiatrowa.

Świat zmierza w kierunku donawialnych źródeł siły, a Polska w przeciwną stronę

Cały świat ma przestawić się na jak najbardziej znaczne wykorzystywanie odnawialnych źródeł ciepła. W ubiegłym roku Bloomberg opublikował raport „New Energy Outlook”, z którego wypływa, że tylko na tenże cel przeznaczonych zostanie 7, 8 bln dolarów podczas najbliższego ćwierćwiecza.

Polska wyklucza się z tegoż trendu. Kolejne gesty obecnego rządu świadczą o tym, że rozwój odnawialnych źródeł energii nawet nie tyle go nie interesuje, jak wiele raczej nie jest mu w smak.

Po pierwsze mamy liczne wypowiedzi polityków, którzy zdecydowanie popierają wydobywania paliw kopalnych jak i również dalszy rozwój górnictwa. Na drugie mamy dostęp do informacji o finansowaniu za pośrednictwem państwo kolejnych inwestycji Krajowej Grupy Energetycznej, odpowiedzialnej zbytnio działalność m. in. elektrowni w Bełchatowie. Wreszcie mamy też rozporządzenia, które przy bezwzględny sposób hamują progres alternatywnych źródeł energii. Najlepszym przykładem jest tzw. ustawa antywiatrakowa.

Ponad połówka farm wiatrakowych straciła po 2016 r. po kilkanaście milionów złotych

Minął mniej więcej rok od wprowadzenia rozporządzenia. Wyniki dla branży są tragiczne. Agencja Rynku Energii zebrała dane z 2016 r., z których wynika, że 70 proc. farm wiatrowych w Polsce przyniosło przy minionym roku straty rzędu kilkunastu milionów złotych każda. Łącznie na działalności energetycznej wiatraków przepadły 3 mld zł.

Foto: WysokieNapięcie. pl za: ARE

Tracą coś znacznie więcej aniżeli tylko duzi i mali właściciele farm wiatrakowych, lecz także banki. Bank Ochrony Środowiska poinformował, że jego minusowy wynik za 2016 r., który wyniósł 60, 1 mln zł to wynik kredytów udzielonych właśnie farmom wiatrowym. Przy tym prezes BOŚ, Stanisław Kluza, podkreśla, że firmy wiatrowe spłacają pożyczki, jednak niepokojąca sytuacja na rynku sprowadziła, że bank utworzył dzięki nie odpisy, by ochronić się na przyszłość.

W sektor zainwestowały także Alior Bank, PKO BP oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Na razie ten ostatni wyraził zaniepokojenie stanem rzeczy w krajowej energetyce wiatrowej i kontynuuje naciski w sprawie jego poprawienia na nasz rząd.

Spadek cen zielonych certyfikatów to dziura po budżecie farm wiatrowych

Dramatyczna sprawa elektrowni wiatrowych to także skutek trwającego już pewien czas spadku cen zielonych certyfikatów, które stanowią fundamentalne narzędzie wspierające produkcję farm.

Zielone certyfikaty zostały wydane jako zachęta do wkładania w odnawialne źródła siły. Stanowią dotację od ich prowadzenia, kompensującą wspólnikom ewentualne straty wynikające spośród różnicy między wysokimi wydatkami np. budowania wiatraków a niskimi cenami energii. Certyfikat jest przyznawany za każdą wyprodukowaną kWh. Ustawa wraz z 2005 r., która ogranicza ich obrót, bardzo sprzyjała inwestorom. W związku spośród tym przez kilka początkowych lat odnawialne źródła siły, w tym farmy wiatrakowe, przyciągnęły ogromny kapitał. Jednakże popyt na zieloną siłę, z różnych omawianych w tym miejscu powodów, zaczął się kurczyć.

Z notowań Towarowej Giełdy Energii wynika, hdy zielone certyfikaty są dziś warte o około 90 proc. mniej niż wciąż kilka lat temu.

Portal WysokieNapięcie. pl donosi, że fatalne wyniki z 2016 r. to oprócz tego efekt odpisów spowodowanych stratą wartości wiatraków. Sama PGE odpisała z tego tytułu 587 mln zł. Podobnie zrobiły: Energa (552 mln zł), Tauron (281 mln zł), Polenergia (135 mln zł), an Enea (49 mln zł).

Straty z energetyki wiatrowej w 2017 r. będą jeszcze większe

Cała branża z niepokojem patrzy w przyszłość. Jak pisze Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapięcie. pl, 2017 r. będzie dla tej dziewczyny jeszcze gorszy.

Majowy odczyt obrotów zielonych certyfikatów pokazuje drobny wzrost. Średnia cena instrumentu wyniosła około 33 zł/MWh, innymi słowy o ponad 6 zł więcej niż w kwietniu.

Jednak za rogiem czekają nowe kłopoty. Według pierwsze, w tym roku inwestycje w "zielone" elektrownie będą o 9 mld zł mniejsze. W I kwartale produkcja energii wraz z alternatywnych źródeł spadła na temat 5 proc., a równolegle wzrosło zapotrzebowanie na napięcie. W związku z tymże podjęto decyzję o zwiększeniu produkcji prądu z... węgla. Takie elektrownie wyprodukowały po I kwartale o dwóch TWh (1/4) więcej energii, a węglem kamiennym o 0, 5 TWh.

Kolejny problem czekający branżę elektrowni wiatrowych to będący efektem ustawy wiatrakowej trudność z opodatkowaniem farm. Z racji licznych nieporozumień rośnie spór na linii gminy – inwestorzy.

Pozostają nadal inne efekty ustawy, jak na przykład fakt, że nowe elektrownie wiatrowe zwyczajnie nie mogą już praktycznie powstawać na terenie naszego kraju. Rozporządzenie wprowadziło bowiem zapis regulujący dal między elektrownią wiatrową zaś zabudowaniami mieszkalnymi. Ma być większa niż dziesięciokrotność poziomie elektrowni. Typowe wiatraki mierzą od 150 do przeszło 200 m, więc zakład energetyczny nie może znaleźć się bliżej niż 1, 5–2 km do najbliższego domu.

Jakby tego było niedużo, istniejące farmy od ewentualnego roku nie będą zdołały sprzedawać energii w opłacie regulowanej, więc znów spadną ich dochody.

Polska zapłaci za niewywiązanie się z unijnych regulacji

Co wówczas wszystko oznacza dla Lokalny? Oprócz tego, że własny kraj będzie coraz mocniej krytykowany za wspieranie niebezpiecznych dla środowiska inwestycji w sytuacji, gdy cały rzeczywistość stawia na alternatywne źródła energii, pozostają jeszcze kwestie obowiązujących nas unijnych regulacji.

Do 2020 r. powinniśmy produkować przynajmniej 19, 13 proc. energii wraz z źródeł odnawialnych. Jeżeli tak się nie stanie, natomiast szanse na tek krok przepadły obecnie jakiś czas temu, Polska będzie musiała dokonać tzw. transferu statystycznego z państwa, które przekroczyły swój umówiony cel. Dokonać transferu znaczy wykupić nadwyżkę energetyczną od momentu państwa, któremu udało się zgromadzić więcej "zielonej" ciepła.

Związane z